SZCZYTOWANIE W SERCU Karpat rumuńskich czyli kobieta w górach

Wieś rumuńska nigdy nie jest spokojna. Tu panowie sączą wódeczkę własnej roboty, a tu chichoczą kolorowo ubrane dziewczęta. Zdyszane bezdomne psy suną przez wieś jak jakieś widma, żebrzące o odrobinę uwagi oraz kęs kiełbasy. Najlepiej tej najdelikatniejszej, z młodej owcy.

W oddali widać już powracające z wypasu stada owiec pilnowane przez szczęśliwe i rozbrykane psy pasterskie. W porównaniu do tych bezdomnych, pieski-stróże mają jeden konkretny cel. Bronić swojego stada przed okoliczną zwierzyną, która co wieczór wyłania się z lasów otulających majestatyczne Karpaty.

Dziki, wilki oraz niedźwiedzie. Bo w Rumunii jest wszystko. Nowocześni yuppies na eleganckich włoskich vespach. Pokonujące bez najmniejszego trudu ostre wiraże wysokogórskich dróg luksusowe SUV-y. Bezzębne staruszki, które mamrocząc coś do siebie, ochoczo pokazują przechodniom swoje starcze języki w przypływie szaleńczego rechotu. Starsze, nobliwe panie tęsknie wodzące wzrokiem za młodymi, gibkimi odbiciami samych siebie sprzed czterdziestu lat. Pulchne, przyodziane w przepiękne suknie szczęśliwe panny młode. Spokój i hałas. Harmonia i chaos, które panują też i w mojej głowie. Które miejsca wybrać? Którą trasą pojechać?!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na rumuńskiej wsi powoli zapada wieczór. Góry wyostrzają się, jakby ktoś pociągnął je mocniejszą kreską. Cykady drą się w niebogłosy, próbując przekrzyczeć beczące owce zgrabnie zapędzane przez stadko szczęśliwych psów pasterskich. Las tuli się do snu, śpiewając swoje kołysanki zdezorientowanym niedźwiadkom. To jeszcze wiosna czy to już lato? Powietrze drga nieznacznie, a przejrzyste niebo zapowiada kolejny upalny dzień u stóp majestatycznych Karpat.

W tą idylliczną scenerię wbija się pojedyncza rowerzystka, zakłócając naturalną równowagę rumuńskiego slow life-u. Bo … po co tu przyjechała? Czego od nas chce?! Lata jak głupia z jakimś kijkiem i pudełkiem zamiast dziergać barwne, ludowe chusty na niedzielny odpust.

A niech ma za swoje!! Nie będziemy wołać psów pasterskich, nie ostrzeżemy ją też przez okolicznymi dzikami. Niech ma za swoje. Wtargnęła bezczelnie w nasz spokój. Już my jej pokażemy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak Top Gear dał kopa rumuńskiej turystyce…?

Bezczelna rowerzystka przeżyła. Obudziła się z niewielkim kacem przy akompaniamencie głośnego piania kogutów oraz burkliwym odgłosie odpalanego traktora. Wczorajsze wino porzeczkowe „własnej roboty” miało nie powodować kaca. Jednak lokalesi bezczelnie sobie z niej zakpili wlewając w nią pół litra tego podejrzanego trunku z niewielką domieszką jakiegoś wzmacniacza.

Transfogarska jednak wzywa. Pnie się uparcie w górę z wioski noszącej tajemniczą nazwę Cârţişoara w kierunku umiłowanych przez Jeremy’ego Clarksona serpentyn.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W pewnym wieku nie ma już innej opcji tylko pokonać tą trasę samochodem. Rowerzystka współczuje nobliwym Brytyjczykom i wsiada na rower. Rozpoczyna się mozolna wspinaczka w górę, podczas której majestatyczne szczyty, tak dobrze widoczne z dołu, wyłaniają się już teraz sporadycznie zza gęstego lasu. W Rumuni, tak jak i w Polsce, lasów nie brakuje.

Lekko znudzona rowerzystka odbija w prawo i gładkim asfaltem przebija się do szlaku pieszego. W końcu ma rower górski i nie zawaha się go użyć. A las nęci. Kusi pięknym, szerokim szlakiem pieszym, przypominającym dobrej jakości single track. Niedźwiadki śpią smacznie, umordowane wczorajszą pogonią za jakąś głupią blondynką. Nie jest za stromo, nie jest za gorąco. Jest perfekcyjnie. Wręcz bosko.

I znowu dojazd do głównej drogi. Asfalt jest wręcz za dobry, obraża duszę prawdziwego odkrywcy. Zwłaszcza, że prawie wszystko zasłania las. Umordowana rowerzystka żałuje, że nie jest teraz w Słowackich Tatrach gdzie drzew praktycznie nie ma. Wystarczyła jedna porządna burza w 2004 roku.

Po 22 kilometrach i 1320 metrach pod górę pierwszy cel zostaje osiągnięty. Stragany z owczą kiełbasą oraz słynne węgierskie langosze kuszą niskimi cenami oraz obłędnymi zapachami.

A może już starczy? Po co wspinać się dalej? Droga jest teoretycznie zamknięta. Może należałoby się poddać?

NIE MA MOWY!!!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bo jedno trzeba Brytyjczykom przyznać. Potrafią wynajdować drogi. A mieszkańcy Rumunii naprawdę potrafią je budować. Gdyby nie obejrzany kilka lat wcześniej Top Gear… Gdyby nie silne rządy Nicolae Ceausescu nie byłoby mnie tutaj. I nie zaznałabym tej rozkoszy leżąc wśród kwitnących krokusów u stóp majestatycznych Karpat. Nie wiedziałam jednak, że będzie to dopiero gra wstępna. Którą trzeba w końcu skończyć, bo dzień powoli chyli się już ku zachodowi…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Następnego dnia rano świt zalewa górską dolinę. Zakręty wiją się jak wąż zalewający swoim jadem co bardziej zacienione miejsca. Śnieg. Jest tu go całkiem sporo. Nie przewidziałem tego. Buty ślizgają się po płachtach śniegu…Mój górski rower pragnie zamienić się w fatbike’a. Nic z tego kochany. Weź się w garść bo musimy jeszcze zjechać!

No i mamy zjazd…Kaskady wodospadów, śnieg, błoto. Mój rower ma swoje kolejne marzenie. Tym razem pragnie być prawdziwym enduro… Sami spójrzcie…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Transfogarska okazała się jedynie grą wstępną. Prawdziwą rozkosz daje Transalpina.

TRANSALPINA… Fantastyczna nitka jedwabistego asfaltu. Gładka, przecinająca na pół Karpaty Zachodnie droga. Pusta, odśnieżona, ekstatyczna. Nie ma sobie równej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po transfogarskim szczytowaniu jestem umordowana jak rzadko kiedy. Nie mam już siły na powolne kuszenie drogi. Dlatego postanawiam pogwałcić reguły wspinaczki i zacząć … z 1600 m n.p.m. z wysokogórskiej miejscowości Ranca w górach Parâng . Wstyd mi do dziś ale cóż….Moje pożycie z Rumuńskimi Karpatami trochę się rozpada. Nasz związek przeżywa kryzys. A powodem jest włączenie do naszej relacji odwiecznego kochanka transalpiny. Pana Halnego.

P5036157.JPG

Bezczelny zazdrosny o swoją ukochaną drogę kochanek szarpie mnie za wszystkie części garderoby, sprawdzając czy mam pod spodem bieliznę. No dobrze …nie mam …i to był poważny błąd.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak chciałabym zostać z Transalpiną sam na sam! Romantyczne tete-a-tete jest tu jednak bardzo trudne. Rozkosz jest tym razem przerwana nie tylko przez bezlitosny wiatr, ale również przez bezdomne pieski, które spotkałam na trasie oraz długi odbierający oddech zjazd. Zjazd z 2145 metrów n.p.m. Nie ma litości dla blondynek w kraju wampirów i monastyrów ….A właśnie….

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

P5036232.JPG

DIABEŁ WE MNIE

It’s not for you Miss ! Go away go away! – surowa twarz zakonnicy na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Kobieta ma w oczach ogień, dzięki któremu z zaciekłością broni wejścia do Monastyru. Właściwie to niczym mityczny Styks strzeże dostępu do całej rozległej posiadłości, na której ten monastyr się znajduje. I daje mi ostro do zrozumienia, że nie jest to miejsce dla mnie.

No camera, no camera! – zakonnica napiera na mnie z całym impetem. Pogarda i wściekłość jej czarnych oczu odbiera mi mowę.

Zawiedziona i zawstydzona potulnie chowam aparat, trzaskam stópką mojego rowerku i odjeżdżam w kierunku Karpat. Żarliwa mniszka musiała dojrzeć we mnie katolickiego diabła, który przysiadł mi gdzieś na ramieniu i teraz głośno drwił sobie z mojego upokorzenia.

Cóż będą inne monastyry i bardziej tolerancyjne zakonnice… – próbuję się pocieszać.

Nic z tego. Dwa tygodnie później również nie wpuszczono mnie do monastyru na Ukrainie. Drzwi protestanckich kościołów z pogardą zatrzaskują się tuż przed moim nosem. I nic nie jestem w stanie zrobić. Muszę być zła, grzeszna i …zbyt skąpo ubrana. Tak … to może być to. Ale jest przecież gorąca wiosna 2018 roku i nie mogę paradować na rowerku w …burce?

Chyba już wszystko pomieszało mi się od tego upału! Pomocy!!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

BEZZĘBNE WAMPIRY Z ALBY IULII…

Breakfast …Miss …breakfast… niech Pani wstaje!!!!!!

Śniadanko już czeka…oooo… jak dobrze. Wykończona rowerzystka powoli wstaje z łóżka. W pokoju jest zimno mimo panującego na zewnątrz upału.

Jak to dobrze, że w Rumunii „check out hours” rozciągają się w nieskończoność…- myśli zaspana rowerzystka wlokąc się powoli do łazienki pochodzącej najprawdopodobniej z czasów Vlada Palownika, bezwzględnego gospodarza wołoskiego, lubującego się w nabijaniu na pal żołnierzy wrogiej tureckiej armii. Coś lekko stęka w rurach… oby to tylko nie był wampir!

Śniadanko składa się z surowej słoninki, pajdy chleba oraz kilku kęsów sera. Dobre i to!

A może sznapsika?- zagaduje bezzębny kelner po czym podsuwa nieśmiało rachunek.

80 euro?? – rowerzystka przeciera ze zdziwienia oczy. Za zimny pokoik i kilka plasterków słoniny?

No way!!!!

80? to za dużo! Umawialiśmy się na 50. – pozornie beztroskim głosem rzuca już zupełnie rozbudzona rowerzystka.

Do bezzębnego wampira dołącza kolega. Z pełnym uzębieniem i z ostro rysującymi się pod koszulką mięśniami.

80 euros Miss! Pay please!

Czy wampiry które chcą wyssać cenną walutę z mojego portfela są groźne czy tylko udają takich chojraków?!

Rowerzystka przełyka po cichu ślinę. Postanawia jednak nie dać za wygraną. Wstaje i podchodzi do okna. Lepiej mieć wampirów na dystans.

Tak! Oczywiście! Potwierdzenie rezerwacji na gmail-u!– czyli jednak Rumunia, chociaż pochłonęła moje wszystkie siły witalne, pozostawiła jeszcze kilka pracujących komórek mózgowych.

Triumfalnym gestem pokazuję wampirom potwierdzenie. Znowu jestem sobą.

Krwiopijcy przybierają surowy wyraz twarzy. Są gorsi niż przyodziana gniewem i zniesmaczeniem twarz ortodoksyjnej zakonnicy.

80 euros miss – powtarzają kwotę jak mantrę. W ton ich głosu wdziera się jednak odrobina zwątpienia, którą automatycznie udaje mi się wychwycić.

80 mówicie?! Host!! Dzwonię do gospodarza! A może na policję?

Wampirze spojrzenie przewierca mnie na wylot. Pociesza mnie jedynie fakt, że mnie nie ugryzą. Bo niby czym?

Mogą mnie jednak zamknąć w ciemnej piwnicy, karmić słoniną i ochoczo korzystać z mojej karty kredytowej. Tym razem naprawdę zaczynam się bać.

Wstaję i przybieram groźną minę. Minę zwycięzcy. Minę Jamesa Bonda. W końcu jestem 007.

Staję w lekkim rozkroku w swojej ulubionej pozycji. Ręce na biodrach. Agresywna mowa ciała. I próbuję sama zastraszyć dwa bezzębne monstra. O nie przepraszam. Jeden ma zęby. Skubaniec!!

50…– wydobywa się z mojej nienaturalnie zaciśniętej szczęki. I ani centa więcej. Spluwam jak kowboj tuż nad lewym ramieniem. Chciałam rozetrzeć ślinę butem pokazując w jakim poważaniu mam przeciwnika. Niestety ślina wylądowała na moim bucie, a starszy wampir skwitował to drwiącym uśmieszkiem bezzębnych dziąseł.

80 …– wzrok oprawcy był doprawdy paskudny. Diaboliczny i krwiożerczy. Och, jak ja muszę walczyć o te cholerne 30 euro! Jednak nie ma mowy, żebym się poddała. To doprawdy nie w moim stylu.

Nagłe trzaśnięcie drzwiami przebudza mnie z wampirzego transu.

Good Morning Miss. What would you like for your breakfast?

Radosny głos pulchnej Romki przywrócił mi na nowo wiarę w ten kraj. Wampiry okazały się żądnymi ociekających krwią euro … robotnikami. Tak po prostu. Sprytni, choć bezzębni krwiopijcy (dobra dobra!! jeden miał coś na kształt ząbków) myśleli, że sobie dorobią. No i prawie im się to udało.

Oddycham z ulgą. Tak trudno byłoby mi gniewać się na Rumunię. Kraj, który powalił mnie swoim pięknem. Tak … po prostu rozłożył mnie na łopatki.

Jeszcze tylko jedno ważne miejsce. Została ostatnia przygoda….

 

Twarze Sibiu… czyli bliżej lokalesów

Dawna stolica Siedmiogrodu, dzieląca się na dwie części, dwa poziomy. Górną, bardziej kosmopolityczną i bogatszą oraz tą niższą, biedniejszą, dolną.

Różnice można dostrzec w budynkach, w sklepikach z pamiątkami. Fakt. Ale ja widzę ją w ludzkich twarzach. Oraz w jego dynamice. Sybin żyje. Więcej tu lokalesów niż turystów. Tyle bodźców, tyle folkloru. Gdzie ja właściwie jestem?!

Nerwowo wyciągam z torby aparat ze swoim nowiutkim teleobiektywem. Czy pozwolą mi na zdjęcia? Czy będą protestować?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pstryk ….Para modnych chłopaków na lśniących vespach. To chyba Włochy… nie zaraz…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pstryk … Mocno umalowana dziewczyna w czerwonym wianku i ludowym stroju …..Rosja …??

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pstryk …. Spokojna cygańska para, która przykucnęła w cieniu… Słowacja??

Pstryk, pstryk, pstryk…..

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaniepokojeni staruszkowie zaskoczeni moją natarczywością, obsesją, pogwałceniem ich prywatności podczas popołudniowej przechadzki. Tak, jestem w Rumunii. Jednym z najbarwniejszych krajów w jakim byłam do tej pory.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zaskoczeni? Ja bardzo?

 

ciąg dalszy przygód wkrótce …..

P4305720.JPG

 

11 Comments

  1. Bez tych pięknych zdjęć można wyobrazić sobie podróż po tym pięknym kraju. Język jest lekki, barwny i pobudzający wyobraźnię czytelnika 😊

    Polubienie

    1. Ooooo… Serdeczne dzięki kochana… Wiatr mnie niósł ku przestrzeniom było mi wiec tak lekko 😘😘😉 dzięki za opinię🙏🙏🙏postaram się nie zawieść czytelników następnym razem jakąś szalona przygoda🤗😘😋😋

      Polubienie

  2. Ooooo… Serdeczne dzięki kochana… Wiatr mnie niósł ku przestrzeniom było mi wiec tak lekko 😘😘😉 dzięki za opinię🙏🙏🙏postaram się nie zawieść czytelników następnym razem jakąś szalona przygoda🤗😘😋😋

    Polubienie

  3. Jestem pod wrażeniem Twojej rumuńskiej przygody, zdjęć oraz tego w jak barwny sposób wszystko opisujesz. No po Twoim artykule, to aż z ciekawości poczytam więcej na temat Rumunii. Nigdy nie myślałam, że jest tak interesującym krajem, zwłaszcza po „stygmie”, z jaką go wszystkie dzieciaki zawsze malowały.

    Polubienie

    1. faktycznie 😉 dobrej opinii to ten kraj może u nas nie mieć;-) też się troszkę bałam przed wyjazdem …wszystko okazało się ściemą;-))) kraj przecudny!! pozdrawiam kochana Wilczyco;-) i do usłyszenia na łamach waszego bloga;-)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s