TOPLESS na szlakach MTB – Bieszczady i Roztocze

P6177007.JPG

Nie odważysz się 007… po moim trupie….

Maurycy jest na skraju załamania nerwowego. Gdybym mogła podałabym mu prozac albo coś. Ale on nie uznaje amerykańskiej chemii.

W plecaku jest wyciąg z drzewa eukaliptusowego. Golnij sobie Maurycy…

Mój diabełek otwiera trzęsącymi się rękami buteleczkę z podejrzanie mulistym soczkiem i wypija jednym haustem. Mruczy coś tam pod nosem. Ale ja nie mam czasu na jego nerwice. Muszę wykonać kolejne zadanie.

stoję na szlaku w Bieszczadach i

 

                                                            i rozważam czy rozebrać się do naga.

Be naked or not to be? – szeptam zafascynowana pięknem lasu, spokojem i ciszą.

 

W Tatrach nie odważyłabym się. Nie ma mowy. Za dużo turystów.

Tutaj jestem śledzona tylko przez jedną kozicę. A właściwie kozę. Jej zbłąkany wzrok przeszywa mnie na wskroś. Jej zgrabne raciczki wierzgają lekko nerwowo.. Jakby mówiły:

To ja tu rządzę. Panoszysz się tu i panoszysz 007 ….. mam cię dosyć!!!

Załóż komitywę z Maurycym i spadaj kochana – warczę na kozę-kozicę i głośno klaszczę w dłonie.
Show must go on ….lub raz kozie śmierć. Spróbuję chociaż topless.

P6166852.JPG

P6176952.JPG

P6166866.JPG

Las…pustka …i ja naga…zawsze marzyłam, żeby zrobić takie zdjęcie. A że ten rok to rok spełniania marzeń…

Napisałabym Wam kobitki, że to cudowne uczucie kiedy piersi falują smagane bieszczadzkim wiatrem. Tylko że ja mam małe piersi, więc na nic się zdadzą moje poetyckie wywody.

Poza tym może to i dobrze. Bo to co nastąpiło potem…

Przepraszam moja droga. Czy na Holicę to właśnie tędy? Zygmuś i ja chyba zgubiliśmy drogę.

No, ale znaleźliście turystkę topless. Zawsze to coś.

Przede mną stoi para starszych ludzi, którzy akurat nie mają z kim pogawędzić. Chyba nawet nie zauważyli, że jestem topless.

Ogromne bryle, zasadzone na ich przyozdobionych wiekiem czołach, zostają delikatnie przetarte i naga prawda powala ich z nóg.

Ależ Pani się przebiera. Zygmusiu! Odwróć się …Boże kochany…

Zygmuś chrząka znacząco, siarczyście spluwa zalegającą w płucach flegmą i kiwa bezradnie głową. 65 lat z babami to nie jest nic śmiesznego. W staniku czy bez…

Tylko, że ja się wcale nie przebieram…o nie!!!

Ja się rozbieram!! Bo taką mam ochotę. Bo jestem wolna. Lub jak twierdzi mój diabełek Maurycy …seksualnie wyzwolona w skandalicznie perwersyjnej Europie…

Swoje dylematy, pt „Jak nie urazić nikogo podczas sportowej przebieranki?” zostawiłam daleko z tyłu. Co mnie obchodzi, że ktoś zobaczy?!

Poza tym jest parno, duszno, gorąco. Jestem spocona i faktycznie muszę się przebrać. I gdyby nie drobne, złośliwe, bieszczadzkie insekty, które zaplanowały że zjedzą mnie żywcem … rozbieranie się na łonie natury byłoby o niebo lepsze niż na plaży nudystów. Bo jesteśmy sami i irytujemy tylko okoliczne krowy. Lub odstraszamy niedźwiedzie.

POZA TYM TO ŚWIETNY CATHARSIS. I nic mnie nie obchodzi, kogo gorszę.

A… zapomniałbym o Zygmusiu i Halince. No tak. Trochę mi jednak głupio…

Zygmuś jest już daleko. Nie mógł patrzeć na moją rozpustę. Ale Halinka się wróciła, żeby mi nawymyślać, przekląć mnie i posłać do stu diabłów. Tego ostatniego akurat boję się najmniej.

Brawo, kochana, brawo!!! – uśmiechnięta Halinka wcale nie wygląda na zbulwersowaną. Obcałowuje mnie w oba policzki i wręcza naręcze narcyzów. To też może być jakaś sugestia. – Wspaniale że nie wstydzisz. Widzisz, ja całe życie obawiałam się, co o mnie inni powiedzą….

Starsza Pani smutno spuszcza głowę. W oddali spada kaskadą kolejna lawina flegmy…. Zygmuś is calling.

Halina, gdzie te chusteczki do cholery!?

Halina obiecuje, że będzie trzymać za mnie kciuki i rusza z odsieczą. Tzn z chusteczkami w kierunku swojego przeznaczenia. Tzn klątwy.

To tak jak ja. Holica jest już prawie w zasięgu ręki. Jest jednak cholernie stromo i szlak rowerowy zanika. Ale jest jeszcze pieszy…No to hop pod górę.

P6166869.JPG

P6166865.JPG

P6166861.JPG

P6166894.JPG

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
na szczycie Holicy… on the top of Holica …

ustrzyki dolne

Boże! Jak to dobrze, że umyłaś chociaż nogi! Wszystkie stokrotki by powiędły od Tych twoich wielkich stóp. – mój diabełek, piłujący właśnie swoje drogocenne kopytka, podziwia Zamek w Krasiczynie oraz jak zwykle szydzi odrobinę ze mnie.

Maurycy, który ma faktycznie bardzo zgrabne kopytka, o które dba z iście czorcią precyzją, nie potrafi zrozumieć mojej niechęci do powszechnie panującego terroru perfekcyjnej stópki z nienagannym pedicure.

Oraz depilacji…

Jak to miły byłoby mieć coś jeszcze do odkrycia! Tymczasem nie można. Wszystko jawne i widoczne jak na otwartej dłoni. Odsłonięte góry i doliny. Gołe, nie zalesione wzgórza kobiecych sfer intymnych. 😉

No dobrze. Ale wracając do tematu.

Na łonie natury jest naprawdę cudownie. Delikatny dotyk mchu na gołej skórze jest przeżyciem, które nie ma sobie równych.

A stary dąb Paweł, którego zaprosił mnie dziś na swoje 200 urodziny, emanuje spokojem. Dotknięcie go to prawdziwy przywilej. Prawdziwa rozkosz.

P6176981.JPG

Dąb nazwany na cześć syna jakiegoś tam króla. Monarchowie pomarli, dęby zostały….

I jak to dobrze, że natura nie musi się depilować! Chwała niebiosom za parki i rezerwaty, które człowiek jeszcze nie ogołocił z naturalnego bogactwa……

Ty się tak nie rozmarzaj znowu…od dziś masz ksywę Wielka Stopa … – chichocze mój coraz bardziej złośliwy chochlik.

Wolałabym Aniołek Charliego. Albo Mrs Bond 007. Nic jednak nie mówię. Zaciskam zęby obmyślam kolejną zemstę dla Maurycego…wiem…zabiorę go na roztoczańską łąkę, a potem ….

P6177052.JPG

Ałaj!!! Maurycy drze się wniebogłosy – Gdzie ty mnie znowu przytargałaś? Mój tyłek!?

Maurycy ze ściągniętą od bólu twarzą pociera swoje cztery litery, które są teraz przyozdobione przez różowiutkie ukąszenia osy. Jak ona się tam dostała przez gąszcz jego futerka?!

Maurycy wyłaź z tej diabelskiej łąki to zobaczysz coś niesamowitego.

Rezerwat Szum na Roztoczu, leżący w otulinie Roztoczańskiego Parku Narodowego. Nie pomylić ze słynnym szumami na Tanwi w pobliżu Suśca. Perełeczka. Prawdziwe cudeńko. Trasa króciutka… ale nie ma sobie równej. Teoretycznie piesza. Ale co tam ….

górecko stare.png

A ja rozbestwiłam się na dobre. W środku trasy znów rozbieram się na łące.

P6176995.JPG

A Maurycy dostaje kolejnego ataku paniki. Czy ze wszystkich czortów na tym padole musiał mi się trafić ten najwstydliwszy?!

Podaję mu walerianę, przekładam go przez ramię i mogę ruszać dalej.

P6177049.JPG

P6177040.JPG

Czy odważę się rozebrać w Tatrach? w Alpach? w Apeninach? Podekscytowana śmigam po króciutkim szlaku MTB (no już dobrze, dobrze ….to był akurat szlak pieszy;-), z żalem myśląc, że już za chwilę nastąpi koniec przygody….

Ale będą inne… w to nie wątpię!! 😉

4 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s