Wycieczka do piekła czyli kobieta w Albanii.

1 fota (2).JPG

A tak chciałam być powabną Venus wesoło tańczącą wśród kruczoczarnych południowych Cyganów. Boginią podróżniczką. Ponętną nimfetką w kwiecie wieku;-)

Przystojnych Cyganów nadal brak. Co ta za cholerna klątwa jakaś?! Z telewizji i mediów społecznościowych spoglądają na mnie prawdziwi maczo. Ich naprężone muskuły, naoliwione olejkiem od Armaniego i wytrenowane przy nielegalnej wycince tropikalnych lasów śnią mi się po nocach….

marzenia.JPG

marzenia 1.JPG

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Nocach ..właśnie. Przepraszam, rozmarzyłam się niepotrzebnie.

Bo jak przychodzi co do czego, to Cyganów brak. Tak w ogóle to tu nie ma nikogo. Gdzie mnie znowu przytargało?!

P7261819.JPG

Czarne chmury zbierają się na horyzoncie. Przypomina mi się tytuł jednej takiej książki podróżniczej. Burza depcze mi po piętach. Tam kobitka leciała przez Amerykę Południową. Zrobiła sobie 5 miesięczne wakacje i dała czadu. Pewnie było ją na to stać. Mentalnie i finansowo. Mnie jeszcze nie. Niestety…

Ale wracając do burzy…Europejska burza jest mniej śmiała i udaje bardziej cywilizowaną. Rozwiera się powoli jak jakaś niezdecydowana kochanka. Iść na całość czy nie?

P7261808.JPG

P7282137.JPG

Tu piorunek, tam grzmocik. Ówdzie pierdnięcie. No czy coś takiego można brać na poważnie?!

Niestety tak. Burza to żywioł. Niepohamowany i zły. A nawet wściekły. Może was zdeptać jak dogorywającą muchę. Lub powoli podgryzać jak wściekła hiena cmentarna.

Tak czy siak miejcie się na baczności. Ja się nie miałam…

No i patrzcie jak się to wszystko skończyło ….

 

dwie godziny później ….

W końcu ustawią cię porządnie 007. Nareszcie. W burkę i do garów!!!

Maurycy, który jest zachwycony Albanią, rozważa nawet opuszczenie katolickiego piekła. Islam wydaje mu się bardziej atrakcyjną religią.

Spoglądam na niego wielkimi oczami i boję się. Naprawdę się boję.

Stoję sama przed albańskim barem w swoich obcisłych szortach i sportowej bluzeczce niczym Miss Mokrego Podkoszulka. W duchu dziękuję Panu Bogu, że nie zapomniałam dziś stanika. Później przypominam sobie, że to terytorium Allaha.

Oddaję się pod opiekę Allaha...- szepczę po albańsku dygocząc z zimna. Niech mi Pan Bóg wybaczy…

pod opiekę.JPG

Burza dopadła mnie na przedmieściach albańskiego miasteczka Szkodra. Jest piątkowy wieczór, a w barach są sami mężczyźni. Kobiety pozostały w domach lub modlą się zakryte od stóp do głów. Chyba boją się nawet odwrócić w moją stronę..co jest grane?!

kobiety.JPG

Niewiele jest kobiet na ulicach, więc Albańczycy wlepiają we mnie swoje gały niczym sroka w upragniony gnat. Bo jestem tu tylko mięsem. Niczym więcej.

Chodź, chodź zapraszamy. Strasznie pada. Wejdź wejdź…

No to wolę zmoknąć. Może mnie też trafić piorun lub jasny szlag. Mogę też wyjść z tego cało.

Z BARU NIE WYJDĘ NIGDY.

Wiem że teraz brzmi to głupio. Niemalże śmiesznie. Pewność.

Pewność gwałtu popycha mnie do przodu. Przez noc i burze. Przez zawodzący głos imama, który przedziera się przez noc wprawiając w drżenie moje bębenki słuchowe. Mam wrażenie, że chcą mnie wprawić w trans. Odurzyć. Unicestwić. Otumanić i zakuć w kajdany.

Czekaj..hey..pomogę ci…- krzyczy młody albański chłopak. Niemalże dzieciak.

Odejdź- odburkuję groźnie.

Zaczekaj, nie bój się. Chcesz kurtkę? – słowa przebijają się przez deszcz, który odrobinę już zelżał.

Czy ktoś, kto proponuje mi kurtkę, może chcieć mnie skrzywdzić?

Słuchaj, może wiesz gdzie jest hostel? – przyjmuję z wdzięcznością kurtkę i rozluźniam się na chwilę.

Mój smartfon jest mokry od deszczu. Chłopak bierze go delikatnie z mojej zaciśniętej dłoni, która na chwilę się rozwiera. Wyciera go o wewnętrzną stronę swojej bluzy próbując jednocześnie odczytać google maps.

Pomyliłaś drogę, tędy nie przejedziesz. Musisz zawrócić..

To niemożliwe. – szeptam w rozpaczy. W oczach pojawiają mi się łzy, które natychmiast porywa deszcz.

Jest już grubo po 9 wieczorem. – myślę z paniką. – Na przedmieściach Szkodry są sami faceci. Mnóstwo pijaków.

Słuchaj… a może cię podwieźć? Rower wsadzimy na pakę… – proponuje  młody z dziwnym błyskiem w oku.

Zatykam uszy i wyrywam młodemu smartona. Nie chcę nic słuchać o wsadzaniu. Nie ze mną te numery.

Kurtka natręta spada w głęboką kałużę wydając przy tym głośny “Plusk”, który przyozdabia moje nogi w brązowe ciapki. Zupełnie mnie to już nie obchodzi.

Odjeżdżam szybko na rowerze po omacku omijając rozgrzebane przez psy śmietniki. Znów chce mi się płakać. Czemu byłam taką kretynką?!

Z perspektywy czasu wiem, że mój strach był wyolbrzymiony. Wtedy jednak granitowa pewność była we mnie niczym kamień. Niczym stal.

Oni nie chcą mi pomóc. Oni chcą mnie skrzywdzić. Jeden dzień z życia podróżnika, który zostanie ze mną na długo.

Co spotęgowało mój strach?

Godzinę przed tym jak rozpętała się burza, napadła na mnie jakaś kobieta. Muzułmanka. Coś krzyczała w obcym języku. Później śmieci. Góry śmieci.

P7261833.JPG

P7261845.JPG

Później jakieś dzieciaki krzyczały z żądzą w oczach.

Hello What’s up? Nice bike!!!

Pożądały oczywiście mojego sfatygowanego roweru. Przydałoby im się te 30 przerzutek na górskich drogach….

W końcu jakiś facet, który tak się na mnie gapił, że wypadł na ulicę z przednich drzwi ciężarówki. Oraz uśmiechnięta albańska dziewczynka, która bez mrugnięcia okiem skasowała mnie na 10 euro. Za dwa kilo winogron i butelkę dżemu domowej roboty. 3 euro by jej starczyło w zupełności. Zakupy były już jednak w moim plecaku, a ja nie miałam ochoty szarpać się z małolatą. A co, jak wezwie policje…?

Te wszystkie wydarzenia doprowadziły do tego, że mój mózg pracował na wyższych obrotach. Napędzany adrenaliną.

Oni mnie tu nie lubią. – moja samotna jak palec, porzucona bez litości przez Maurycego intuicja, była napięta jak struna. Wyczulona i przygotowana na odparcie ataku.

Jak znalazłaś hostel sieroto? – pyta mnie po powrocie pijany Maurycy.

Przez przypadek. Zapytałam jakąś kobietę która współczującym głosem wskazała mi drogę. Musiałam znów przejechać przez całe miasteczko wśród akompaniamanetu klaksonów i dziwnych okrzyków. Ale to nie jest mi obce.

Najgorszy był wzrok lokalelsów. Przewiercający się jak nigdzie indziej w Europie. Maroko…. Chyba tam już nie pojadę cholera. No może za 20 lat jak będę w odpowiednim wieku podróżniczym.

Aaa…tylko muszę pamiętać, żeby nie kupować mercedesa…bo wtedy i tak mi nie darują…

P7272014.JPG

czas stąd odlecieć…

P7272069.JPG

 

 

4 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s